Zapraszamy na dziewięć spotkań ze świętą Anną. Poprowadzi je franciszkanin z klasztoru na Górze Świętej Anny – o. Antoni Kazimierz Dudek. Przez dziewięć następnych wtorków w tym miejscu będą się pokazywać teksty o. Antoniego K. Dudka o św. Annie, o starości i młodości, o wnukach, babciach, wierze i życiu.

Będzie to również przygotowanie do pierwszej pielgrzymki kobiet i dziewcząt o imieniu Anna i Hanna, która odbędzie się na Górze Świętej Anny 9 września. Hasło tej pielgrzymki brzmi: „Wszystkie Anny do św. Anny”. Stąd tytuł naszego okienka internetowego. Lektura, rzecz jasna, dozwolona jest dla Czytelników o imionach wszelakich! Do sanktuarium oczywiście zapraszamy nie tylko na pielgrzymkę Ann i Hann, ale przez cały rok.

Tekst rozważań znajduje się poniżej.

Za chwilę wyruszymy ...
wtorek - 5 września 2017 r.

Do świętej Anny niesiemy sprawy najtrudniejsze, licząc na Jej babciną pobłażliwość.

Za kilkadziesiąt godzin wyruszymy z pielgrzymką. Obojętne czy będzie padało, czy będzie słońce. Weźmiemy parasolki, nie tylko dlatego, że ostatnio są wyjątkowo popularne. Pójdziemy śladami nieprzeliczonych tłumów, którzy szli „na Anaberg”, do „świętej Ołmy”.

Dla tylu pokoleń ludzi Góra św. Anny to cudowne uzdrowienia dla duszy i ciała. To miejsce spowiedzi i przemiany. To miejsce święte i najdroższe. Rozśpiewane uspokajające, krzepiące, rozmodlone. Jest własnością wszystkich ale i każdego z nas z osobna. Niektórzy przychodzą z grzechami, beczą, są jakoś ukradkiem. Odchodzą radośni. Wielu wpada na chwilę, nadkładając drogi, tak jak wpada się do Babci albo Mamy. Jedni trzymają się za ręce, bo są jeszcze szczęśliwi.

Obok idzie starsza pani o lasce i wspomina czasy, kiedy chodziła tutaj „w bieli”, za panny. Modli się o dobrą śmierć. Ci z Holandii i Niemiec nie wyobrażają sobie być w domu i nie być tutaj, mimo że często mają życie pogmatwane i porąbane.

Do świętej Anny niesiemy sprawy najtrudniejsze, licząc na Jej babciną pobłażliwość. I przychodzą tutaj łobuzy i pijacy, dusze pobożne i mądrale, są ci, którzy lubią długo się spowiadać, nie tylko ze swoich grzechów, i są ci, którzy unikają spowiedzi, jak diabeł wody święconej. Ale tu wielu pęka i klęcząc w konfesjonale opowiada o wypadkach z przeszłości.

Góra św. Anny – dostojna, mocna, zastygły wulkan, i tak bazylika jak sala tronowa, bo wielka, piękna i jasna. Tron Jej Wnuka w złocie, Jej Figurka otoczona aniołami. Wkoło śliczne kwiaty, w powietrzu snuje się dym kadzielny, echo organów i orkiestr, i śpiewów. Wyruszymy na Górę św. Anny i podejdziemy pod ołtarz, a nawet pójdziemy za. Będziemy jak najbliżej, by napatrzeć się w twarz Babci, twarz Wnuka, twarz Maryi. By popatrzeć w oczy to marzenie tylu pielgrzymów. Ofiarować jej najprawdziwsze łzy i szepnąć… .

Bo Góra św. Anny to nie miejsce, które się zwiedza, ale w którym się spotyka z Nim.

Przypomnij nam bo tracimy pamięć
wtorek - 29 sierpnia 2017 r.

Zastanawiam się, czy Pan Jezus może odmówić jakiejś prośbie, którą Mu przedstawi Jego Babcia?

Przypomina mi się historia o bogaczu i Łazarzu. Łazarza znamy po imieniu, jest kimś konkretnym. Greckie „Lazaros” znaczy „Bóg pomaga”. Bogacz ma tylko purpurę i bisior. On jest nikim. Nie ma imienia. Jego życie wyznaczają sytuacje: „Nie mogę być gorszy od sąsiada”, „Muszę mieć więcej niż on”, „Chcę imponować innym”.

Czy Bóg pomaga raczej bogatym? W czym objawia się jego pomoc dla mnie? Gdzie jest Bóg, skoro jestem niekochany, dla wielu trędowaty, odtrącony?

Bogacz nie ma pytań, bo dzień w dzień świetnie się bawi. Zna Łazarza po imieniu, ale nie chce go wspomóc: „Ja mam to, czego ty nie masz, złapałem swoją szansę, mam swoje pięć minut w życiu, tym lepiej się bawię, im bardziej jesteś godny politowania, pożałowania, ty naiwniaku”.

Święta Anno, znamy Twoje imię z dokumentów pozabiblijnych. Ale skoro Twoja Córka, stała się „Łaski Pełna”, to myślę, że od Ciebie nauczyła się rzeczywistych skali wartości, w których „być” zawsze będzie znaczyło więcej niż „mieć”.

Przypomnij to nam, pielgrzymom do Ciebie, Matko Ślązaków. Przypomnij to nam, bo tracimy pamięć i głupiejemy, rozwalają się nasze rodziny, nie przystępujemy do sakramentów świętych, bo są jakieś przeszkody, za które obwiniamy Kościół, a nie nasz brak wyobraźni. Przypomnij na czym budowali życie nasi przodkowie. Świat będzie patrzył na nas, jacy wróciliśmy z tej pielgrzymki.

Co odpowiemy? Abyśmy za uczniami z Emaus wyznali: „Spotkaliśmy Jezusa i to nam powiedział”.

Święta Anna, matka wszystkich
wtorek - 22 sierpnia 2017 r.

Nie mogę być uczciwym wobec Boga, nie będąc uczciwym wobec żyjących obok ludzi.

Jedno jest pewne: Maryja nauczyła się być matką od swojej matki. Za trzy tygodnie będziemy na Górze. Pójdziemy do bazyliki nie po to, by się zabezpieczać. Pójdziemy, by się nawrócić. Pójdziemy nie z ciekawości. Nie można iść do kościoła, a potem dalej kraść, źle mówić, źle myśleć, oczerniać, wykorzystywać innych. Nie mogę być uczciwym wobec Boga, nie będąc uczciwym wobec żyjących obok ludzi.

Pan Jezus i jego Babcia nie chcą, by Góra św. Anny była kryjówką, jaskinią, grotą (może tu ma źródło historia o smoku i świętym Jerzym?). Góra św. Anny to nie jest miejsce dla tych, którzy przewracają oczami, składają ręce, może i się modlą, ale to wszystko nie koresponduje z ich codziennym życiem.

Święta Anno, nauczycielko i matko Maryi, powiedz nam, że za kilka Mszy Świętych, za odmówione Różańce, może za nowennę pompejańską, nie można usprawiedliwić naszego życia!

Niech ta pielgrzymka będzie naszym nawróceniem, a nie tylko mnożeniem modlitw, szczególnie dzisiaj – w oszalałej od nienawiści Polsce.

Idziemy za trzy tygodnie do Domu Łaski. Nie chcemy szukać w Bogu wspólnika, który przymyka oczy na pewne sprawy. Idziemy tacy, jacy jesteśmy, ale chcemy, by dotarła do każdej osoby ta fantastyczna wiadomość: „Bóg mnie kocha!”.

Co mi chcesz powiedzieć św. Anno?
wtorek - 15 sierpnia 2017 r.

Nieprzypadkowo mówią stare źródła, że tutaj, na tej Górze miał siedzibę smok… .

Chcesz powiedzieć że wejście na Górę jest po to, by być jak Jezus i Maryja. To są ludzie, którzy z wulkanów swoich ciał, mózgów wypędzili przeróżne smoki: duchotę, spaliny, ogłupiające dymy, paraliżujące wyziewy. Nieprzypadkowo mówią stare źródła, że tutaj, na tej Górze miał siedzibę smok, którego pokonał święty rycerz Jerzy. Na mapie z roku 1561 ta góra nosi nazwę Góra św. Jerzego.

To Jezus i Maryja przepędzają ciężkie chmury burzowe bo one niosą gromy i budzące lęk błyskawice. To mój Wnuk i Córka pokazali, że człowiek zjednoczony z Bogiem rozwiewa mgły utrudniające widzenie. To Jezus i Jego Matka ciągle mówią, by nieść światło nowe, orzeźwiające powietrze, które potrafi usunąć stare przyzwyczajenia, myśli ciemne, myśli dołujące. To oni pokazują, że ludzie Chrystusowi widzą inaczej, widzą dalej, wnoszą optymizm i radość życia. To Oni chcą każdemu pomóc by wywalić z siebie brudy i przeróżne świństwa. To Maryja wskazując na Jezusa mówi: „On jest Panem”.

Pan Roman Brandstaetter napisał o swoim dziadku, który wnukowi zostawił taki testament: „Będziesz nieustannie czytał Biblię… będziesz ją kochał bardziej, więcej niż rodziców… więcej niż mnie… nigdy się z nią nie rozstaniesz… a gdy się zestarzejesz, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi”.

Jak piękny może być człowiek, który czyta Biblię – list Boga do Nas, gdy jest z nim Chrystus, jego rodzice Maryja i Józef jego Babcia Anna i dziadkowie: Jakub i Joachim.

Znajomość z Tobą wzbogaca
wtorek - 8 sierpnia 2017 r.

Człowiek uczynkami i decyzjami może powiedzieć: „To sobie odejdź. Aż tak mi na tobie nie zależy. Świat się nie skończy”.

Co przynosi Chrystus człowiekowi ? Skarb! Wielki skarb. Czyli należy zrobić wszystko, żeby go zdobyć, żeby się nim wzbogacić, nie zubożyć. Człowiek może usłyszeć: „Uważaj, to nie jest wartość prawdziwa. Pomyliłeś się żyjesz w jakimś oczarowaniu”. Ale człowiek może powiedzieć: „Dla Ciebie, Boże, to wartość pozorna, ale dla mnie prawdziwa”. Może Bóg powiedzieć: „Uważaj! To jest wartość prawdziwa, ale nie twoja. Nie należy do Ciebie, zostaw ją w spokoju. Nie masz prawa”. Ale człowiek może powiedzieć: „Nie mam prawa, ale mam świetną okazję to zagarnąć, mimo cudzego sprzeciwu”. Bóg może powiedzieć: „Uważaj, będzie czyjaś krzywda, cierpienie”. Ale człowiek może powiedzieć: „Nic mnie to nie obchodzi, inni gdyby mogli, robili by to samo. Mój interes każe mi tak zrobić”. I Bóg powie: „Jeśli tak zrobisz, odejdę. Wypadnie Ci z rąk skarb”. Ale człowiek uczynkami i decyzjami może powiedzieć: „To sobie odejdź. Aż tak mi na tobie nie zależy. Świat się nie skończy”.

Te dialogi i podobne, są naszą codziennością. Myślę szczególnie o potrzebie przebaczania. Źle robią ci, którzy nie przebaczają. Marnują miłość, którą tak obficie Bóg obdarza ludzi. Tyle razy mi Jezus, Babciu, przebaczał. Zrobił to nie po to, bym się poczuł uwolniony od grzechu, ale po to, bym innym okazywał otrzymaną miłość. Bóg wymaga ode mnie tylko tego, co mi sam dał. Niepojęte jest Twoje miłosierdzie Boże, a Ty, święta Anno, uczyłaś tego Wnuka.

Dlatego za królem Salomonem chcę się modlić o serce mądre i roztropne, żeby nie płacić za złudzenia, za to, co niesie krzywdę i cierpienie.

Żebyśmy się nie bali pomagać
wtorek - 1 sierpnia 2017 r.

Pomóż nam, Babciu, żeby się w nas obudziła przyzwoitość, bo strasznie jej dzisiaj brakuje.

Myśląc o Tobie, święta Babciu, wracam do postaci bezimiennej Weroniki z Drogi Krzyżowej. Co zrobiła, o tym milczy Ewangelia. Może to któraś z kobiet ze stacji VIII?

Czego uczysz mnie dzisiaj ? Żebym ocierał ludzkie twarze z brudów wszelakich i przeróżnych opluć. Żebym nie pozwalał na różnorodne niszczenie człowieka. Żebym nie wstydził się tych osób, które znam, a które teraz są niszczone. Padają ciężkie oskarżenia, są im przypisywane niepopełnione złe uczynki.

Pomóż nam, Babciu, żeby się w nas, jak w Weronice, obudziła przyzwoitość, bo strasznie jej dzisiaj brakuje. Żebym zaprotestował przeciw poniewieraniu ludzi, nawet gdy moja reakcja jest skazana na niepowodzenie. Nawet gdy podpadnę tylu innym, może i swoją przyszłość przegrywam w tej chwili, wiem, że plujący nie podarują mi niczego, może nawet się zemszczą, uznają za obcego, za wroga. Ale tak trzeba. Nawet jak za chwilę zakrzyczą mnie i gdy zaczną mówić obelgi pod moim adresem, bo ośmieliłem się stanąć w czyjejś obronie.

Jeśli ktoś posądza i osądza innych, nie jest uczniem Jezusa. Nie jest Twoim, Anno, wnukiem. Jeżeli ktoś nosi krzyżyk lub medalik na szyi, a zabija dzieci nienarodzone, nie jest Twoim, Anno, wnukiem. Dzisiaj ewangelizacja nie może dokonywać się wyłącznie słowem. Ludzie słyszeli już wszystko od wszystkich możliwych kaznodziejów. Pobyt na Górze Świętej Anny mówi – przekaz jest prosty – jeżeli jesteś dobry, to znaczy, że Bóg, w którego wierzysz, jest dobry.

Nawrócenie to zawsze jakiś gest konkretny. Dzisiaj ewangelizacja to uśmiech, ofiarowany czas, przytulenie, bycie z drugą osobą. Dzisiaj taki język rozumieją ludzie. Słowa to dla wielu reklama lub publicystyka pobożna, niestrawna.

Święta Anno, zwykła święta
wtorek - 25 lipca 2017 r.

Święty Jan Damasceński pisał:

„Słuszną i sprawiedliwą rzeczą jest, gdy Cię chwalimy i wysławiamy, o święta Anno, bo jesteś naczyniem Boga, które swoją świętością zasłużyło, by być ową ziemią żyzną, na której wyrósł Jezus, wieczna lilia między cierniami. Święta Anna jest ową łodzią, która przez nawałnicę grzechu miała nam przynieść z nieba pomoc i wybawienie, błogosławieństwo i zbawienie.

Święta Anna jest gałązką z korzenia Jessego, która wydała kwiat wiecznego panieństwa, jest wysoką i świętą arką, w której schowana jest skrzynia Przymierza Pańskiego”.

Kiedy już będziemy na górze, zaśpiewamy Ci, zwykła święta Babciu Anno, taką pieśń

„Babcia Anna”

Siwy zmrok już senne mruży oczy,

Znowu gdzieś zginęły Babci okulary,

Babciu siądź i sobie chociaż raz odpocznij,

Posłuchaj: było kiedyś miasteczko Nazaret

Tam siwa Babcia Anna

Opowiadała bajki

I w drobnych dłoniach swoich

Tuliła sny

Na migających drutach

Robiła ciepły szalik

Jak wszystkie babcie w świecie

Przez wszystkie dni

Cichutkie Jej krzątanie

Każdy garnuszek mleka

Sędziwą jesień życia

Ukochał Bóg

Słońce świeciło dla Niej

Kiedy się Wnuk uśmiechał

Najsłodsze jej Kochanie

Najświętszy Wnuk

 

Są wśród nas,

W miłości nigdy niestrudzone

Noszą wciąż swe ciężkie torby z zakupami

A gdy już pod wieczór życia

Sił nie stanie

Zawsze jeszcze udźwigną różaniec

 

Jak siwa Babcia Anna

Opowiadała bajki

I w drobnych dłoniach swoich

Kołyszą sny

Na migających drutach

Robią dla wnuczków szalik,

Jak wszystkie babcie w świecie,

Przez wszystkie dni.

Cichutkie jej krzątanie

Każdy garnuszek mleka…

Święta Anno, Babciu, o wierności Krzyżowej tez nam powiedz
wtorek - 18 lipca 2017 r.

Niedługo wyruszymy na „Górę ufnej modlitwy”

do Ciebie, Babciu. Wśród różnych spraw, które przyniesiemy, przywieziemy, będzie pytanie o wiarę. Jaka ona jest? Gdy wszystko się dobrze toczy, idzie gładko, to jeszcze niewiele wiemy, jaka jest nasza wiara. Gdy wszystko idzie po naszej myśli, tym bardziej. Dopiero gdy rozwali się dom naszej potęgi, kiedy zdradzą najbliżsi, oczernią, oskarżą, dopiero gdy pan doktor powie: „Przykro mi, ale to rak”, kiedy wyrzucą z pracy, gdy mąż zostawi żonę, gdy żona opuści męża, gdy się rodzi dziecko niepełnosprawne – to co wtedy? Wtedy będzie czas pytania o wiarę.

Ty, jak inne kobiety, chciałaś dać życie zapowiadanemu Mesjaszowi. Nic z tego. Czy to była Twoja tragedia osobista ? Czy wtedy było dla Ciebie, Anno, niebo zamknięte i ciemności zbyt gęste?

Coś podobnego przeżył Szymon z Cyreny. Życie biegło spokojnie, a tu nagle: „Przymusili, by niósł krzyż’. Pan Jezus nie pytał go o zgodę, wtłoczył na jego ramiona krzyż, ciężar, którego nie chciał.

Anno, czy miałaś obowiązki, które wykonywałaś ze wstrętem, których nie chciałaś? Tak łatwo mi to pisać, mówić o krzyżu, gdy nie ocieram po raz tysięczny ust dziecka, gdy nie podnoszę setny raz bezwładnego ciała chorej osoby, gdy zaczyna nawalać kręgosłup, a trzeba jechać z wózkiem do toalety i przesadzić osobę na sedes, i gdy potem nic nie pachnie fiołkami.

Jezus, Twój Wnuk, mówi: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje”. O Szymonie wiemy, że niósł krzyż. Ten krzyż stał się sprawdzianem miłości i wierności. Kto weźmie krzyż wraz z nim, bierze zbawienie.

O wierności krzyżowi też nam powiedz, Babciu.

Co zapobiega zatwardziałości serca i zgorzknieniu
wtorek - 11 lipca 2017 r.

Papieża Franciszka katecheza o starości.

Rozpocznę słowami następcy św. Piotra. Jego poprzednik święty Jan Paweł II był tutaj 21.06.1983 r. Jego duch jest w tym miejscu. Ale idą nowe czasy i dlatego rozpoczniemy tę naszą nowennę słowami dzisiejszego Piotra: „Starość to czas na modlitwę oraz przekazywanie młodym sensu wiary i życia”  mówił Franciszek w katechezie o starości.

Tytułem przykładu wspomniał też o Benedykcie XVI, który – jak zauważył – postanowił spędzić ostatni etap swego życia na modlitwie i słuchaniu Boga. Ujawnił, że do dziś nosi w brewiarzu słowa swej babci, przekazane mu w dniu święceń kapłańskich. „Czytam je często i z pożytkiem” – powiedział Franciszek. Ojciec Święty przyznał, że ta katecheza jest również o nim, bo sam należy do tej kategorii wiekowej, a kiedy był ostatnio na Filipinach, wierni nazywali go dziadkiem. Papież zauważył, że współczesne społeczeństwo często odrzuca starców. Całkiem inna jest postawa Pana Boga.

„On powołuje nas, abyśmy szli za Nim na każdym etapie życia – mówił Papież. – Również starość zawiera pewną łaskę i misję, prawdziwe powołanie od Pana. Starość jest powołaniem. Nie jest to jeszcze czas, aby «wyciągnąć wiosła na pokład». Nie ulega wątpliwości, że ten okres życia jest inny niż poprzednie. Musimy też trochę wymyślić, jak go przeżywać, ponieważ nasze społeczeństwa nie są gotowe, duchowo i moralnie, by w pełni go dowartościować. Wcześniej ludzie nie mieli zazwyczaj tyle czasu do dyspozycji. Dziś mają go dużo więcej. Nawet duchowość chrześcijańska została trochę zaskoczona. Trzeba więc wypracować duchowość osób starszych. Ale dzięki Bogu nie brakuje świadectw świętych kobiet i mężczyzn w podeszłym wieku!”.

Franciszek podkreślił, że ewangelicznymi wzorcami takich świętych starców są Symeon i Anna, którzy rozpoznają w Dzieciątku Jezus znak od Boga, dają o Nim świadectwo i opiewają Go. W tej chwili stają się poetami. „Drodzy dziadkowie, drogie osoby starsze, pójdźmy śladem tych niezwykłych starców – apelował Papież. – Także i my stańmy się po trosze «poetami modlitwy»: zasmakujmy w poszukiwaniu własnych słów, przyswójmy sobie te, których nas uczy słowo Boże. Modlitwa dziadków i osób starszych jest wielkim darem dla Kościoła, jest skarbem! Jest też wielkim zastrzykiem mądrości dla całej społeczności ludzkiej, zwłaszcza dla tej, która jest zbyt zaganiana, zbyt zajęta, zbyt roztargniona. Ktoś musi także dla niej opiewać Boże znaki! Spójrzmy na Benedykta XVI, który zdecydował się spędzić na modlitwie i słuchaniu Boga ostatni etap swego życia! Wielki człowiek wiary tradycji prawosławnej ubiegłego wieku, Olivier Clément powiedział: »Cywilizacja, w której ludzie już się nie modlą, jest cywilizacją, w której starość nie ma sensu. Jest to przerażające, bo potrzebujemy nade wszystko osób starszych, które się modlą, gdyż starość na to jest nam dana«”.

Franciszek jeszcze raz przypomniał o misji, jaką osoby starsze mają względem młodych pokoleń: „Możemy przypominać ambitnej młodzieży, że życie bez miłości jest jałowe. Młodym, którzy są zalęknieni, możemy powiedzieć, że lęk przed przyszłością da się przezwyciężyć. Młodych zbyt zakochanych w sobie możemy nauczyć, że więcej jest radości w dawaniu aniżeli w braniu. Dziadkowie i babcie tworzą niemilknący »chór« wielkiej duchowej świątyni, gdzie modlitwa błagania i uwielbienia wspiera wspólnotę pracującą i zmagającą się na polu życia. Modlitwa oczyszcza też serce. Zapobiega zatwardziałości serca w zgorzknieniu i egoizmie. Jakże straszny jest cynizm człowieka starszego, który nie widzi już sensu swego świadectwa, gardzi młodymi i nie przekazuje mądrości życia!” – stwierdził Ojciec Święty.

A ja mogę dodać do słów papieża: nie zawsze młode pokolenie żyje tak, jak byśmy pragnęli. Nie zawsze okazuje szacunek starszym i chce się od nich uczyć. Im dłużej żyję, tym bardziej widzę, że to nie tylko rodzice są winni. My wszyscy jesteśmy winni: nasze państwo, Kościół, telewizja, szkoła, kolorowa prasa, komputery, komórki… Takie są dzieci, jaki jest nasz kraj. To my jesteśmy za nie odpowiedzialni. Starajmy się zatem miłością i delikatnością zdobywać ich serca i uczyć prawdziwych wartości.

Na początek przed wyruszeniem w drogę
wtorek - 4 lipca 2017 r.

Jestem szczęśliwy, że za kilka tygodni będę przed Tobą, Anno święta.

Z przedziwnego wizerunku nie patrzysz na mnie, patrzysz przed siebie, jakbyś chciała powiedzieć: „Idź i czyń, rób, nie wygłupiaj się. Nie zatrzymuj się w drodze”.

Babciu dobra, podnoszę moje oczy ku Tobie, bo musi być w Tobie COŚ niewytłumaczalnego, jakaś „hanna”, która sprawiła, że stałaś się być godną i urodziłaś Dziewczynę z Nazaretu. O Niej Biblia mówi: „pełna łaski” (pełna „hanny”).

Tu w klasztorze na Górze codziennie mi mówisz, że też mam być „hanną” dla innych. Chciałbym służyć Twojemu Wnukowi jak potrafię najpiękniej, żeby moje myśli, drgnienia mózgu, serca podobały się Jemu i były zgodne z wolą Bożą.

Babciu, podobasz mi się szczególnie, gdy masz na sobie zieloną suknię wotywną, bo zielony to kolor nadziei.

Patrzę na Ciebie. Przymykam oczy i widzę jak chuchasz na bolący palec Wnuka, jak masujesz jego brzuch i ból przechodzi, jak Go przytulasz i przestaje się czegoś bać. Zazdroszczę Mu. Też bym tak chciał.

Babciu pocieszająca Wnuka, ja też jestem Twoim wnukiem, bo z testamentu krzyża jestem bratem Jezusa. Więc proszę, wstawiaj się za mną, gdy spadają na mnie przeróżne pokusy, kłopoty, problemy ze zdrowiem, poczucie niepotrzebności, gdy zazdroszczę innym, gdy może brakuje szacunku ze strony młodszych, gdy chcę żyć za wszelką cenę, jakby niebo nie czekało na mnie.

Babciu, zawiń mnie w swój płaszcz, bym nie był smutny, ale też by nikt przeze mnie nie płakał. Przytul mnie i powiedz Jezusowi, żeby mi pomógł być takim wnukiem jak On. Bo to nie Ewangelia jest zła, to nie przykazanie miłości Boga i człowieka jest błędne. To moja wina, że ludzie odwracają się od Jezusa, bo patrzą na moje życie, więc nie chcą Ewangelii ani Jezusa.

Za dziewięć tygodni spotkamy się na Górze, u Ciebie. I myślę, że Ciebie trzeba bardziej słuchać, niż do Ciebie gadać, bardziej przyjaźnić się z Tobą, niż załatwiać sprawy, bardziej dziękować, niż lamentować.

Najważniejsze to iść nie po to, by oglądać, ale spotkać się z Nim.